Rozdział 1
Chmury nad Imperium
Odcinek 1 - Pierwsza krew
W
chłodny październikowy poranek Starym Traktem pośrodku Puszczy
Fordańskiej przemierzał konny zaprzęg, a
przed nim w małym odstępie kroczył spokojnie oddziałek
dumnych cesarskich dragonów. Za zaprzęgiem maszerowała długa
czwórkowa kolumna ubranych w czerwone mundury piechurów. Nie
słychać było zupełnie nic poza stukotem końskich kopyt,
brzęczeniem żołnierskiego oporządzenia i równym marszowym
krokiem.
Stary Trakt biegł środkiem głębokiego parowu ozdobionego wiekowymi dębami, pamiętającymi jeszcze Wolny Fordan. Skutecznie osłaniały one drogę od słońca, o tej porze dnia rozciągając nad nią atmosferę mroku. Ciemność bywała tu przytłaczająca i wśród co niektórych strachliwszych podróżników powodowała lęk przed nieznanym, czającym się w otchłani Puszczy. Dębowe liście zaczynały już gnić i pojedyncze z nich spadały na piaszczystą drogę. Powiewał nimi zimny zachodni wiatr, dmuchający prosto w czoła maszerujących żołnierzy.
Stary Trakt biegł środkiem głębokiego parowu ozdobionego wiekowymi dębami, pamiętającymi jeszcze Wolny Fordan. Skutecznie osłaniały one drogę od słońca, o tej porze dnia rozciągając nad nią atmosferę mroku. Ciemność bywała tu przytłaczająca i wśród co niektórych strachliwszych podróżników powodowała lęk przed nieznanym, czającym się w otchłani Puszczy. Dębowe liście zaczynały już gnić i pojedyncze z nich spadały na piaszczystą drogę. Powiewał nimi zimny zachodni wiatr, dmuchający prosto w czoła maszerujących żołnierzy.
Równolegle
do oddziału po jego prawej stronie, schowany za ścianą drzew i
leśnej gęstwiny, skradał się przykucnięty mały człowieczek.
Jego bystre oczy wpatrzone były w dragonów, odzianych w zielone
kurtki i złote kaski z czarnym końskim ogonem zwisającym z ich czubka. Na plecach mieli karabinki, a przy boku lśniące
pałasze, jednak mały człowiek również nie był bezbronny. W
swoich dłoniach trzymał myśliwską strzelbę, a sukienna czapka z
przyszytą czarno-białą kokardą napawała go dumą.
Człowieczek
doliczył się dwóch setek czerwonych żołnierzy. Każdemu rzędowi piechurów odpowiadała jedna pionowa kreska na drewnianej tabliczce, którą chłopiec po zakończeniu liczenia schował za ubranie. Teraz zmierzał na
przód oddziału - kolejne zadanie miało uczynić z niego mężczyznę.
Młodzieniaszek
wyprzedził nieco oddział, przykucnął za starym dębem, chwilę
odczekał na przybliżenie się dumnych jeźdźców i wymierzył ze
swojej strzelby.
–
Za Wolny Fordan! – wykrzyknął z całej siły, po czym wypalił z broni.
Jadący na przedzie oficer bezwładnie zsunął się z konia na
piaszczystą drogę, a cały konwój zatrzymał się osłupiały. Jasnoczerwona krew powoli sączyła się przez dziurę w oficerskim mundurze. Człowieczek uciekał w głąb lasu, a czerwona kolumna zwróciła
się w prawo i automatycznie wymierzyła broń przed siebie. Drugi
konny oficer, wąsaty o otyłej sylwetce, wymachując pistoletem
popędził do piechurów.
–
Pierwsza sekcja, za nimi! Trzeci i czwarty rząd, w tył zwrot! –
wrzeszczał. Dwunastu ludzi wyrwało się z kolumny i pobiegło do
lasu, a drugi i trzeci rząd faktycznie odwrócił się do tyłu,
dzięki czemu była w tej obronie przed nieznanym jakaś symetria.
Nie
minęło nawet dziesięć minut, a dwunastu pieszych żołnierzy było
już z powrotem wraz z małym człowieczkiem. Dwóch z nich trzymało
go za rękę, trzeci zaś jego strzelbę. Na końcu grupy szedł wystraszony żołnierz tamujący jedną dłonią krwawiącą ranę na swym ramieniu. Człowieczek szedł ze
spuszczoną głową i nie przejawiał chęci do odpowiadania na
zaczepki prowadzącej go bandy.
–
Rozstrzelamy cię na miejscu!
–
Coś ty narobił! – mówili, prowadząc go do siedzącego na koniu
oficera.
–
Ty psi synu, zawiśniesz w najbliższej wiosce! – groził mu konny
oficer.
–
Panie poruczniku! – wyrwał się z pieszej kolumny podoficer – Czy
to na pewno rozsądne? Nie powinniśmy wzbudzać gniewu wśród
lokalnych, oszczędźmy im tego widoku. Lepiej rozstrzelać młodego
tu, na miejscu.
Wściekły
porucznik wystrzelił w powietrze z pistoletu.
–
Ja tu rozkazuję! A wszystko, co mówię, jest słuszne! Związać
dzieciaka! – po czym przyciszył ton głosu: – Na całej naszej
trasie muszą być dziesiątki takich, co myślą jak ten młody.
Chcesz być sierżancie następny po naszym kapitanie? Musimy wybić im
to z głowy. Powiesimy młodego i pięciu wieśniaków. Wracać do
służby!
Czerwono-zielony
oddział już w spokoju dotarł tego wieczora do najbliższej
fordańskiej wioski, Skolimowa. Gruby oficer był nieugięty w swojej
decyzji. Tego dnia na skolimowskich drzewach zawisło pięciu
niewinnych ludzi i jeden odważny człowieczek.
*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz