Chmury nad Imperium
Odcinek 2 - Przyjaciele
Poranne słońce
rzucało długi cień podczas codziennej musztry na głównym
placu Leśnego Miasta. Rozstawiona dookoła placu zbieranina
przypadkowych gapiów, złożonych głównie z dzieci i znudzonej
służby domowej, przypatrywała się wojskowym popisom. Długi rząd
czerwonych kurtek ustawiony był naprzeciwko przystojnego oficera
usadowionego na siwym wierzchowcu. Miał na sobie granatowy
surdut i wysoką usztywnioną czapkę z okrągłym denkiem.
Zachodziła mu ona na oczy, a jej daszek rzucał tajemniczy cień na
górną część jego twarzy. Widoczny pozostawał jedynie długi nos i zaciśnięte wargi, wyrażające pełne skupienie na wydawaniu
rozkazów.
–
Kompania, w prawo zwrot! – krzyczał donośnym głosem, a wpatrzone
przed siebie ludziki wykonywały jego polecenie bezbłędnie niczym
machina złożona z dwustu czerwonych trybików.
–
Krok zwyczajny, marsz! – na ten rozkaz kompania ruszyła przed
siebie jakby chciała rozdeptać marszem znajdującą się na końcu
placu kolorową kamienicę. Otyły sierżant maszerujący równolegle
do kolumny pilnował równego marszu z rózgą w swej zaciśniętej
dłoni. Pokrzykiwał od czasu do czasu na nieszczęsnych fizylierów
i smagał ich po ramionach gwałtownymi uderzeniami.
–
Kompania, stój! – i kompania zatrzymała się jakby zmieniła
jednak zdanie. Konny oficer dostrzegł zbliżających się w jego
stronę dwóch wojskowych dostojników, eskortowanych przez mały
oddział cesarskich dragonów. Był to pułkownik Niemen oraz generał
Wojcow – gubernator Puszczy i Leśnego Miasta. Wzdrygnął się na
myśl o kolejnej drobiazgowej inspekcji, gdyż generał gubernator
nadzwyczajnie lubił zwracać uwagę na szczegóły. Srogo przy tym
karał najdrobniejsze zaniedbania.
–
Kompania, frontem! Prezentuj broń! – czerwone ludziki obróciły
się przodem do oficera i równo oparły karabiny o swoje ramiona.
Wojskowa delegacja zbliżyła się tymczasem do konnego oficera od
musztry. Wyciągnął rękę wysoko nad siebie w geście pozdrowienia
i wykrzyknął:
–
Niech żyje Cesarz!
–
Niech żyje Cesarz! – odpowiedzieli tamci, podnosząc nad głowy
czarne kapelusze z długimi czerwonymi piórami.
–
Poruczniku Sosna, proszę natychmiast zabrać kompanię z powrotem do
koszar. Otrzymaliśmy sztafetę – zaczął pułkownik. – Kapitan
Miller został zastrzelony przez zamachowca na Starym Trakcie.
Porucznik Denisow powiesił zbrodniarza oraz 5 lokalnych mieszkańców.
–
Takiego incydentu nie było od prawie 50 lat – mruknął markotnie
podstarzały generał gapiąc się w ziemię.
–
Tak jest, panie pułkowniku! – odkrzyknął porucznik. Generał
Wojcow spojrzał mu prosto w oczy, po czym oznajmił zatroskanym
głosem:
–
Niepokojące wieści dochodziły do nas od jakiegoś czasu. W Leśnym
Mieście są burzyciele porządku, którzy chcą widzieć krew na
ulicach. Obawiamy się o lojalność niektórych oficerów.
–
Mój oddział zawsze stanie po słusznej stronie, panie generale!
Generał
westchnął i odjechał bez słowa, zaś pułkownik Niemen tylko
pokiwał głową i natychmiast ruszył za generałem. Dopiero teraz
do porucznika Sosny dotarło jak bardzo nieostrożna była jego
odpowiedź.
Kilka
chwil po zachodzie słońca porucznik zakończył całodniową służbę
i powrócił do swojego pokoju ulokowanego w koszarach Fordańskiego
Pułku Piechoty. Zatrzasnął za sobą drzwi, ściągnął wysoką
czapkę i położył ją na dębowej szafce, głęboko przy
tym wzdychając.
–
Myślałem, że już nigdy nie przyjdziesz – odpowiedział niski
głos z głębi ciemnego pokoju. Już sam jego dźwięk zdradził
porucznikowi obecność sierżanta Beczki – otyłego sierżanta od
musztry.
–
Miasto się burzy, słyszało już o dzieciaku na Starym Trakcie –
ledwie rozpoczął sierżant, kiedy obaj panowie usłyszeli od strony
drzwi trzykrotne pukanie. Był to pułkownik Niemen – ten sam,
który towarzyszył tego dnia generałowi Wojcowowi.
–
Porucznik Sosna! – wykrzyknął otwierającemu drzwi gospodarzowi.
Wchodząc do środka musiał się mocno schylić, gdyż framuga
porucznikowych drzwi nie była w stanie przepuścić tak wysokiego
pułkownika. Po czułym powitaniu, wszedł do ciemnego salonu i
zapalił świece znajdujące się na stole pośrodku pokoju.
Natychmiast szczerze rozpromieniał na widok ukrytego w półmroku sierżanta o wydatnych buraczanych policzkach i
przystrzyżonej jedynie poniżej ust brodzie. Pułkownik rozsiadł
się wygodnie na skórzanym fotelu i szybko spoważniał, zwracając
się teraz do krzątającego się w kuchni porucznika.
–
Mój drogi Sosna, przyszedłem powiadomić o zwolnieniu ciebie z
cesarskiej armii na wniosek generała Wojcowa.
–
To było do przewidzenia – odparł spokojnie porucznik, wlewając
do żelaznego czajnika wodę na herbatę, po czym dodał: – Ostatnimi czasy
Sorgończycy traktują nas coraz gorzej, żaden miłośnik wolności
tego nie zniesie.
–
O ile jakikolwiek miłośnik wolności może znieść wojsko –
dodał z kąta sierżant Beczka.
Pułkownik
westchnął, poważniejąc jeszcze bardziej:
–
Stare czasy zmierzają ku końcowi. Młodzi nie słuchają ojców, a byle przekupka na rynku pluje na podobiznę Cesarza i nie ponosi żadnych konsekwencji. Przeminęło kilka pokoleń odkąd Imperium zniewoliło dawne Królestwa. Sorgonia rzuciła nas na kolana, ale my przez ten czas wciąż się zbroiliśmy.
–
Wyznaczyliście już dzień spisku? – upewniał się porucznik,
znajdujący się teraz w salonie z pozostałymi gośćmi.
– Jutro o zmierzchu w
moim mieszkaniu odbędzie się spotkanie naszej grupy. Będzie major
Sulma, porucznik Togsen, sierżant Wachowicz, rotmistrz Gerard i mam
nadzieję, że i wy będziecie. – porucznik z sierżantem skinęli
twierdząco głowami.
- Tam poznacie szczegóły.
- Tam poznacie szczegóły.
Pułkownik
szybko opuścił mieszkanie, gdyż miał jeszcze jakieś sprawy do
pozałatwiania. Konspiracyjna atmosfera niemal od razu się rozluźniła,
więc Sosna otworzył sporych rozmiarów beczkę piwa Leśnego.
Sierżant zaraz po skosztowaniu pierwszego kufla wybiegł ochoczo na
korytarz, by nawoływać po sąsiednich kwaterach:
–
Beczka otwarta, Beczka zaprasza!
Momentalnie
mieszkanie porucznika Sosny zapełniło się wesołymi oficerami,
sierżantami, kapralami, a nawet zwykłymi fizylierami. Beztroskie
towarzystwo zaraz wtoczyło do salonu własne beczki; potłukły się
szklane importowane kufle, więc niebawem każdy wymienił swój na
drewniany. Skrzydło koszarów, w którym znajdowało się mieszkanie
porucznika Sosny przypominało teraz bardziej studencką bursę. Po
jakimś czasie kilku młodych podoficerów wskoczyło na stół,
zaczęły się tańce i śpiewy:
Hej,
kto Leśny, łap za broń!
Będziem
walczyć, wroga goń!
Obcy
są zbyt długo w Puszczy,
Mówmy
precz tej wrogiej tłuszczy!
*

