Ostatnie wpisy

sobota, 2 maja 2015

Chmury nad Imperium - odc. 2

Chmury nad Imperium

Odcinek 2 - Przyjaciele



 Poranne słońce rzucało długi cień podczas codziennej musztry na głównym placu Leśnego Miasta. Rozstawiona dookoła placu zbieranina przypadkowych gapiów, złożonych głównie z dzieci i znudzonej służby domowej, przypatrywała się wojskowym popisom. Długi rząd czerwonych kurtek ustawiony był naprzeciwko przystojnego oficera usadowionego na siwym wierzchowcu. Miał na sobie granatowy surdut i wysoką usztywnioną czapkę z okrągłym denkiem. Zachodziła mu ona na oczy, a jej daszek rzucał tajemniczy cień na górną część jego twarzy. Widoczny pozostawał jedynie długi nos i zaciśnięte wargi, wyrażające pełne skupienie na wydawaniu rozkazów.
– Kompania, w prawo zwrot! – krzyczał donośnym głosem, a wpatrzone przed siebie ludziki wykonywały jego polecenie bezbłędnie niczym machina złożona z dwustu czerwonych trybików.
– Krok zwyczajny, marsz! – na ten rozkaz kompania ruszyła przed siebie jakby chciała rozdeptać marszem znajdującą się na końcu placu kolorową kamienicę. Otyły sierżant maszerujący równolegle do kolumny pilnował równego marszu z rózgą w swej zaciśniętej dłoni. Pokrzykiwał od czasu do czasu na nieszczęsnych fizylierów i smagał ich po ramionach gwałtownymi uderzeniami.
– Kompania, stój! – i kompania zatrzymała się jakby zmieniła jednak zdanie. Konny oficer dostrzegł zbliżających się w jego stronę dwóch wojskowych dostojników, eskortowanych przez mały oddział cesarskich dragonów. Był to pułkownik Niemen oraz generał Wojcow – gubernator Puszczy i Leśnego Miasta. Wzdrygnął się na myśl o kolejnej drobiazgowej inspekcji, gdyż generał gubernator nadzwyczajnie lubił zwracać uwagę na szczegóły. Srogo przy tym karał najdrobniejsze zaniedbania.
– Kompania, frontem! Prezentuj broń! – czerwone ludziki obróciły się przodem do oficera i równo oparły karabiny o swoje ramiona. Wojskowa delegacja zbliżyła się tymczasem do konnego oficera od musztry. Wyciągnął rękę wysoko nad siebie w geście pozdrowienia i wykrzyknął:
– Niech żyje Cesarz!
– Niech żyje Cesarz! – odpowiedzieli tamci, podnosząc nad głowy czarne kapelusze z długimi czerwonymi piórami.
– Poruczniku Sosna, proszę natychmiast zabrać kompanię z powrotem do koszar. Otrzymaliśmy sztafetę – zaczął pułkownik. – Kapitan Miller został zastrzelony przez zamachowca na Starym Trakcie. Porucznik Denisow powiesił zbrodniarza oraz 5 lokalnych mieszkańców.
– Takiego incydentu nie było od prawie 50 lat – mruknął markotnie podstarzały generał gapiąc się w ziemię.
– Tak jest, panie pułkowniku! – odkrzyknął porucznik. Generał Wojcow spojrzał mu prosto w oczy, po czym oznajmił zatroskanym głosem:
– Niepokojące wieści dochodziły do nas od jakiegoś czasu. W Leśnym Mieście są burzyciele porządku, którzy chcą widzieć krew na ulicach. Obawiamy się o lojalność niektórych oficerów.
– Mój oddział zawsze stanie po słusznej stronie, panie generale!
Generał westchnął i odjechał bez słowa, zaś pułkownik Niemen tylko pokiwał głową i natychmiast ruszył za generałem. Dopiero teraz do porucznika Sosny dotarło jak bardzo nieostrożna była jego odpowiedź.

Kilka chwil po zachodzie słońca porucznik zakończył całodniową służbę i powrócił do swojego pokoju ulokowanego w koszarach Fordańskiego Pułku Piechoty. Zatrzasnął za sobą drzwi, ściągnął wysoką czapkę i położył ją na dębowej szafce, głęboko przy tym wzdychając.
– Myślałem, że już nigdy nie przyjdziesz – odpowiedział niski głos z głębi ciemnego pokoju. Już sam jego dźwięk zdradził porucznikowi obecność sierżanta Beczki – otyłego sierżanta od musztry.
– Miasto się burzy, słyszało już o dzieciaku na Starym Trakcie – ledwie rozpoczął sierżant, kiedy obaj panowie usłyszeli od strony drzwi trzykrotne pukanie. Był to pułkownik Niemen – ten sam, który towarzyszył tego dnia generałowi Wojcowowi.
– Porucznik Sosna! – wykrzyknął otwierającemu drzwi gospodarzowi. Wchodząc do środka musiał się mocno schylić, gdyż framuga porucznikowych drzwi nie była w stanie przepuścić tak wysokiego pułkownika. Po czułym powitaniu, wszedł do ciemnego salonu i zapalił świece znajdujące się na stole pośrodku pokoju. Natychmiast szczerze rozpromieniał na widok ukrytego w półmroku sierżanta o wydatnych buraczanych policzkach i przystrzyżonej jedynie poniżej ust brodzie. Pułkownik rozsiadł się wygodnie na skórzanym fotelu i szybko spoważniał, zwracając się teraz do krzątającego się w kuchni porucznika.
– Mój drogi Sosna, przyszedłem powiadomić o zwolnieniu ciebie z cesarskiej armii na wniosek generała Wojcowa.
– To było do przewidzenia – odparł spokojnie porucznik, wlewając do żelaznego czajnika wodę na herbatę, po czym dodał: – Ostatnimi czasy Sorgończycy traktują nas coraz gorzej, żaden miłośnik wolności tego nie zniesie.
– O ile jakikolwiek miłośnik wolności może znieść wojsko – dodał z kąta sierżant Beczka.
Pułkownik westchnął, poważniejąc jeszcze bardziej:
– Stare czasy zmierzają ku końcowi. Młodzi nie słuchają ojców, a byle przekupka na rynku pluje na podobiznę Cesarza i nie ponosi żadnych konsekwencji. Przeminęło kilka pokoleń odkąd Imperium zniewoliło dawne Królestwa. Sorgonia rzuciła nas na kolana, ale my przez ten czas wciąż się zbroiliśmy.
– Wyznaczyliście już dzień spisku? – upewniał się porucznik, znajdujący się teraz w salonie z pozostałymi gośćmi.
– Jutro o zmierzchu w moim mieszkaniu odbędzie się spotkanie naszej grupy. Będzie major Sulma, porucznik Togsen, sierżant Wachowicz, rotmistrz Gerard i mam nadzieję, że i wy będziecie. – porucznik z sierżantem skinęli twierdząco głowami.
- Tam poznacie szczegóły.
Pułkownik szybko opuścił mieszkanie, gdyż miał jeszcze jakieś sprawy do pozałatwiania. Konspiracyjna atmosfera niemal od razu się rozluźniła, więc Sosna otworzył sporych rozmiarów beczkę piwa Leśnego. Sierżant zaraz po skosztowaniu pierwszego kufla wybiegł ochoczo na korytarz, by nawoływać po sąsiednich kwaterach:
– Beczka otwarta, Beczka zaprasza!
Momentalnie mieszkanie porucznika Sosny zapełniło się wesołymi oficerami, sierżantami, kapralami, a nawet zwykłymi fizylierami. Beztroskie towarzystwo zaraz wtoczyło do salonu własne beczki; potłukły się szklane importowane kufle, więc niebawem każdy wymienił swój na drewniany. Skrzydło koszarów, w którym znajdowało się mieszkanie porucznika Sosny przypominało teraz bardziej studencką bursę. Po jakimś czasie kilku młodych podoficerów wskoczyło na stół, zaczęły się tańce i śpiewy:

Hej, kto Leśny, łap za broń!
Będziem walczyć, wroga goń!
Obcy są zbyt długo w Puszczy,
Mówmy precz tej wrogiej tłuszczy!


*
Czytaj więcej ...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Chmury nad Imperium - odc. 1

Rozdział 1

Chmury nad Imperium

Odcinek 1 - Pierwsza krew




W chłodny październikowy poranek Starym Traktem pośrodku Puszczy Fordańskiej przemierzał konny zaprzęg, a przed nim w małym odstępie kroczył spokojnie oddziałek dumnych cesarskich dragonów. Za zaprzęgiem maszerowała długa czwórkowa kolumna ubranych w czerwone mundury piechurów. Nie słychać było zupełnie nic poza stukotem końskich kopyt, brzęczeniem żołnierskiego oporządzenia i równym marszowym krokiem.
       Stary Trakt biegł środkiem głębokiego parowu ozdobionego wiekowymi dębami, pamiętającymi jeszcze Wolny Fordan. Skutecznie osłaniały one drogę od słońca, o tej porze dnia rozciągając nad nią atmosferę mroku. Ciemność bywała tu przytłaczająca i wśród co niektórych strachliwszych podróżników powodowała lęk przed nieznanym, czającym się w otchłani Puszczy. Dębowe liście zaczynały już gnić i pojedyncze z nich spadały na piaszczystą drogę. Powiewał nimi zimny zachodni wiatr, dmuchający prosto w czoła maszerujących żołnierzy.
Równolegle do oddziału po jego prawej stronie, schowany za ścianą drzew i leśnej gęstwiny, skradał się przykucnięty mały człowieczek. Jego bystre oczy wpatrzone były w dragonów, odzianych w zielone kurtki i złote kaski z czarnym końskim ogonem zwisającym z ich czubka. Na plecach mieli karabinki, a przy boku lśniące pałasze, jednak mały człowiek również nie był bezbronny. W swoich dłoniach trzymał myśliwską strzelbę, a sukienna czapka z przyszytą czarno-białą kokardą napawała go dumą.
Człowieczek doliczył się dwóch setek czerwonych żołnierzy. Każdemu rzędowi piechurów odpowiadała jedna pionowa kreska na drewnianej tabliczce, którą chłopiec po zakończeniu liczenia schował za ubranie. Teraz zmierzał na przód oddziału - kolejne zadanie miało uczynić z niego mężczyznę.
Młodzieniaszek wyprzedził nieco oddział, przykucnął za starym dębem, chwilę odczekał na przybliżenie się dumnych jeźdźców i wymierzył ze swojej strzelby.
– Za Wolny Fordan! – wykrzyknął z całej siły, po czym wypalił z broni. Jadący na przedzie oficer bezwładnie zsunął się z konia na piaszczystą drogę, a cały konwój zatrzymał się osłupiały. Jasnoczerwona krew powoli sączyła się przez dziurę w oficerskim mundurze. Człowieczek uciekał w głąb lasu, a czerwona kolumna zwróciła się w prawo i automatycznie wymierzyła broń przed siebie. Drugi konny oficer, wąsaty o otyłej sylwetce, wymachując pistoletem popędził do piechurów.
– Pierwsza sekcja, za nimi! Trzeci i czwarty rząd, w tył zwrot! – wrzeszczał. Dwunastu ludzi wyrwało się z kolumny i pobiegło do lasu, a drugi i trzeci rząd faktycznie odwrócił się do tyłu, dzięki czemu była w tej obronie przed nieznanym jakaś symetria.
Nie minęło nawet dziesięć minut, a dwunastu pieszych żołnierzy było już z powrotem wraz z małym człowieczkiem. Dwóch z nich trzymało go za rękę, trzeci zaś jego strzelbę. Na końcu grupy szedł wystraszony żołnierz tamujący jedną dłonią krwawiącą ranę na swym ramieniu. Człowieczek szedł ze spuszczoną głową i nie przejawiał chęci do odpowiadania na zaczepki prowadzącej go bandy.
– Rozstrzelamy cię na miejscu!
– Coś ty narobił! – mówili, prowadząc go do siedzącego na koniu oficera.
– Ty psi synu, zawiśniesz w najbliższej wiosce! – groził mu konny oficer.
– Panie poruczniku! – wyrwał się z pieszej kolumny podoficer – Czy to na pewno rozsądne? Nie powinniśmy wzbudzać gniewu wśród lokalnych, oszczędźmy im tego widoku. Lepiej rozstrzelać młodego tu, na miejscu.
Wściekły porucznik wystrzelił w powietrze z pistoletu.
– Ja tu rozkazuję! A wszystko, co mówię, jest słuszne! Związać dzieciaka! – po czym przyciszył ton głosu: – Na całej naszej trasie muszą być dziesiątki takich, co myślą jak ten młody. Chcesz być sierżancie następny po naszym kapitanie? Musimy wybić im to z głowy. Powiesimy młodego i pięciu wieśniaków. Wracać do służby!
Czerwono-zielony oddział już w spokoju dotarł tego wieczora do najbliższej fordańskiej wioski, Skolimowa. Gruby oficer był nieugięty w swojej decyzji. Tego dnia na skolimowskich drzewach zawisło pięciu niewinnych ludzi i jeden odważny człowieczek.


*
Czytaj więcej ...
© 2015 Łukasz Ozgowicz. Designed By Blogger Templates